Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Newsy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Newsy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 grudnia 2014

Statystyka ratuje życie - od definicji czułości do diagnozy

W rozluźnionej, poświątecznej atmosferze przeglądałam prasę i natrafiłam na taki artykuł:

 http://wyborcza.pl/1,137662,17000749,Nieznajomosc_matematyki_zabija.html#TRNajCzytSST


W skrócie artykuł opowiada o matematycznych niuansach dotyczących informacji medycznych przekazywanych pacjentom. Spoglądając ukradkiem na komentarze stwierdzam, że każdy jest matematykiem, tylko wyniki się nie zgadzają ;)

Dorzucę od siebie w tej kwestii swoje trzy grosze. Z punktu widzenia diagnosty jest to temat interesujący, bo na co dzień w swojej pracy opieramy się na pojęciach czułości diagnostycznej czy też swoistości (specyficzności) diagnostycznej. I jak to się ma do wyników fałszywie dodatnich oraz fałszywie ujemnych?

Najpierw definicje.

Czułość diagnostyczną stanowi odsetek chorych osób (na daną chorobę), u których otrzymano dodatni wynik testu. W ten sposób ocenia się zdolność testu do wykrycia danej choroby. 

A łopatologicznie: Określa prawdopodobieństwo uzyskania wyniku dodatniego danym testem u chorych osób.

Z kolei swoistość (specyficzność) diagnostyczną stanowi odsetek zdrowych osób (względem danej choroby), u których otrzymano ujemny wynik testu. Ocenia zdolność testu do wykluczenia choroby. 

Krótko: Określa prawdopodobieństwo uzyskania wyniku ujemnego danym testem u zdrowych osób.

Wynik fałszywie ujemny oznacza brak wykrycia choroby przez test u chorego. Jest związany z czułością.
Wynik fałszywie dodatni oznacza wykrycie choroby przez test u zdrowej osoby. Wiąże się ze swoistością.

Teraz dla jasności wyobraźmy sobie grupę 1000 zdrowych osób i drugą grupę 1000 chorych na daną chorobę. Obie grupy przebadamy testem, który ma 95% czułości, 85% specyficzności.

W grupie 1000 zdrowych osób po wykonaniu testu 850 uzyskało wynik negatywny (słusznie wykluczono chorobę), zaś 150 osób fałszywie pozytywny (tzn. test wykrył chorobę, chociaż jej nie ma - fałszywy alarm).

W grupie 1000 chorych osób po wykonaniu testu 950 otrzymało wynik pozytywny (słusznie wykryto chorobę), zaś 50 osób fałszywie negatywny (tzn. test wykluczył chorobę, mimo, że ta jest obecna).

Podsumowując, w opisanej dwutysięcznej grupie:
- 1100 osób otrzymało dodatni wynik wskazujący chorobę, chociaż 150 osób jest tak naprawdę zdrowa,
- 900 osób dowiedziało się, że jest zdrowa (wynik ujemny), z czego 50 osób tak naprawdę choruje.

Dlatego w testach przesiewowych dąży się do jak najwyższej czułości - aby żaden chory "nie umknął" i nie został zakwalifikowany jako zdrowy. Wiąże się to z powstaniem grupy osób z wynikiem fałszywie pozytywnym, co zaowocowało włączeniem do systemu badań tzw. testów potwierdzenia. Testy potwierdzenia pozwalają na ostateczne ustalenie, kto z grupy osób z wynikiem dodatnim faktycznie zalicza się do grupy chorych, a kto jest zdrowy.

Tyle w temacie, do usłyszenia :)


wtorek, 3 grudnia 2013

Co z tą diagnostyką, czyli o zwiastunach problemów na horyzoncie

Pojawił się artykuł w Naszym Dzienniku o trudnościach diagnostów i diagnostyki w Polsce.
Według mnie tekst jest o tyle dobry, że porusza się wokół takich problemów diagnostyki, o których po pierwsze się nie mówi (przynajmniej głośno), po drugie, traktuje o zjawiskach, które są co najmniej niepokojące z punktu widzenia właściwej opieki zdrowotnej pacjenta, po trzecie - nikt się nie chce na poważnie zająć takimi kwestiami i większość stara się je omijać z dala na szerokość kija, jakbyśmy mieli do czynienia z nową epidemią trądu.


sobota, 23 lutego 2013

Marzenie diagnosty - specjalizacja na dostateczny


Jako, że jestem świeżo po sesji - z czego bardzo się cieszę, gdyż egzaminy do łatwych nie należały - pozostanę w tematyce egzaminacyjnej. Niedawno na stronie Doliny Biotechnologicznej pojawił się bardzo ciekawy artykuł traktujący o zdawalności egzaminu specjalizacyjnego z LDMu (Laboratoryjnej Diagnostyki Medycznej). 

Krótko rzecz ujmując, tekst wskazuje na bolączki, z jakimi od lat borykają się diagności podczas testu. A na co narzekają zdający? Na brak czasu na odpowiedź, na pytania zawierające błędy bądź będące zbyt złożone (czyt. tak pogmatwane, że nie wiadomo o co chodzi), jednakże przede wszystkim na trzy istotne aspekty: 
- pytania są utajnione, czyli nie będą ujawniane po teście, a uwagi do pytań można zgłaszać jedynie podczas egzaminu,
- koszt egzaminu jest zbyt duży w stosunku do zarobków diagnosty,
nowe przepisy faworyzują lekarzy, którzy za pierwsze 3 podejścia do egzaminu nie płacą, natomiast diagności płacą za każde podejście z własnej kieszeni
Mimo tych problemów, a także faktu, iż zdawalność nie jest oszałamiająca, diagności chętnie się specjalizują, a sam egzamin cieszy się niesłabnącym powodzeniem. Można by rzec, taka moda. ;-)
Notabene lwią część ocen pozytywnych stanowi najpiękniejsza ocena akademicka - dostateczny ;-)


Polecam artykuł źródłowy (z wykresami i pełną analizą zagadnienia):
http://dolinabiotechnologiczna.pl/diagnostyka/zdawalnosc-egzaminu-specjalizacyjnego-z-laboratoryjnej-diagnostyki-medycznej-na-przestrzeni-lat/

Z mojej strony nasuwa się jeszcze refleksja, iż oprócz mody na specjalizację, stopniowo powstaje trend na doktorat. Po uzyskaniu doktoratu nie otrzymuje się niestety uprawnień specjalizacyjnych, jednak coraz częściej staje się alternatywą zawodową i zarobkową dla wielu absolwentów, nie tylko uczelni medycznych.